O co tu chodzi?
Otworzyłam ciężkie powieki. W głowie mi huczało, a co gorsze widziałam niewyraźnie. Tylko wielki czarny kształt pochylający się nade mną… Zmrużyłam oczy, by lepiej go zobaczyć i właśnie wtedy usłyszałam cichy, uspakajający głos.
- Wszystko jest w porządku. Nie bój się, zaraz dam Ci lek… Powinnaś poczuć się lepiej.
Nie znałam tego głosu. Z pewnością słyszałam go po raz pierwszy, a jednak postanowiłam mu zaufać.
Osoba posiadająca ów uspokajający głos przystawiła mi do ust buteleczkę z jakimś płynem. Zawahałam się, ale co mogłam innego zrobić? Nie mogłam nawet wypowiedzieć jednego słowa, a co dopiero poruszyć się. Musiałam wypić to co zostało mi przystawione do ust.
Było gorzkie, w smaku niczego mi nie przypominało…
Poleżałam jeszcze chwilę, gdy wzrok zaczął mi się wyostrzać, a do głowy zaczęły przypływać niechciane myśli.
Przypomniała mi się Maguda.
Narosła we mnie wściekłość na nią… Jak ona mogła mi to zrobić? Przecież byłyśmy przyjaciółkami!
I właśnie wtedy przypomniałam sobie jej ostatnie słowa „Już nie jesteśmy!” Faktycznie to powiedziała. Czyli że już się nie przyjaźnimy?- myślałam gorączkowo
Głowa zaczęła mnie boleć, więc przestałam o tym myśleć skupiając się na otoczeniu wokół mnie.
Znajdowałam się w jakimś małym i ciemnym budynku. Niebyło tu okien. Osoba z uspokajającym głosem siedziała obok mnie, przy łóżku na krześle. Był to chudy mężczyzna z bujną czupryną czarnych włosów, na nosie miał okulary.
Gdy tylko zauważył moje spojrzenie powiedział:
- Jestem twoim przyjacielem, nie masz czego się obawiać…
Te słowa mnie wcale nie uspokoiły, spojrzałam na niego ze strachem.
- Nic ci nie zrobię. Jestem tu by Ci pomóc.
Nadal nic z tego nie zrozumiałam, więc mężczyzna kontynuował widząc, że nic nie rozumiem:
- Jestem lekarzem
To wszystko mi wyjaśniło. Chciałam otworzyć usta by się go zapytać co tutaj robi, po co jest i czemu uratował mi życie bezinteresownie, ale no mnie uprzedził mówiąc:
- Wczoraj byłem światkiem twojego wypadku. Potknęłaś się i upadłaś na swój sztylet. To był prawdziwy cud, że nie umarłaś!
- Coooo? Jakie potknięcie? Ja się nie potknęłam! Co pan wygaduje?
- Potknęłaś się i nic nie pamiętasz.
- To niemożliwe. Przyjaciółka chciała mnie zabić! Pamiętam to dobrze!
Lekarz zacmokał ze współczuciem.
- Musiałaś mocno uderzyć się jeszcze w głowę o rant jednego z łóżek… Wstrząs mózgu…
- Co?- powtórzyłam – Ja się wcale nie uderzyłam, tylko po ciosie od przyjaciółki osunęłam się w dół i o nic nie potykałam!
Lekarz ponownie zacmokał. Teraz przestałam już być taka pewna swego. Spróbowałam się poruszyć, by wstać, jednak lekarz mnie przytrzymał.
- Leż – powiedział- za kilka minut powinny przyjść tu twoje przyjaciółki by z tobą się spotkać i porozmawiać. Bardzo się o ciebie martwiły…
Teraz już nic kompletnie z tego nie rozumiałam… Jakie przyjaciółki? Maguda sama powiedziała, że już nią nie jest, a innych przyjaciółek nie miałam.
Postanowiłam poczekać na dalszy ciąg wydarzeń.
Po kilku minutach do budynku weszły trzy osoby. Była to Jumi, jakaś nowa dziewczyna, której wcześniej nie widziałam i … Maguda! Usiadła jak gdyby nigdy nic na moim łóżku i przytuliła się do mnie płacząc:
- Tak się o ciebie martwiłam! Myślałam, że nie żyjesz jak się potknęłaś i wywaliłaś na ten sztylet.
Nic z tego nie zrozumiałam… O co tu w tym wszystkim chodzi?!
Chii 17/12/2007 18:36:27 [
komentarzy 16]
Komentuj
Sztylety
Siedziałam na swoim łóżku w zamyśleniu, ostrząc sztylet, który dostałam od Pao China. Prawdę mówiąc wszystkie dziewczyny dostały. Po to by „dać upust naszym emocją” kiedy będzie to potrzebne. Myślałam o poprzednim wieczorze. Wtedy kiedy pochłonęła mnie ta nieopanowana złość i nienawiść do świata. Skąd te uczucia się we mnie wzięły? Czemu mnie opanowały? Nie wiem… Wiem tylko że to wcale nie powinno nastąpić…
- Co tak siedzisz samotnie. Zaczynam się o ciebie martwić… - to była Maguda
- A jakoś tak…
- Nadal się martwisz, że zabiłaś tych ludzi?
- Tak. A między tymi ludźmi był mój chłopak i przyjaciel…
- Oj przestań! To tylko ludzie!
- A ty kim jesteś? – spytałam wyzywająco
- Ja jestem wojowniczką…
- Też człowiek!
- Mylisz się… Jesteśmy lepsze od innych. Jesteśmy najlepsze!
- Jesteśmy potworami i taka jest prawda. Zabijamy innych dla własnego zysku.
Maguda wstała z mojego łóżka. Przestała dobrodusznie się uśmiechać. Jej twarz wykrzywił grymas wściekłości.
- Powtórz to… - szepnęła groźnie w moją stronę
- Jesteśmy potworami!
Dopiero teraz zauważyłam, że Maguda trzyma w ręce sztylet. Szybko sięgnęłam po swój, ale było już za późno. Przyjaciółka rzuciła się na mnie i usiłowała zranić. W ostatniej chwili zrobiłam unik i drasnęła mnie tylko w ramie. Zapiekło. Chwyciłam swój sztylet.
Wszystkie dziewczyny w pomieszczeniu zaczęły krzyczeć. Jedne wołały:
- Zabij ją! Zabij!
A inne nakazywały nam przestać.
Wezbrała we mnie znana mi już nienawiść. Uniosłam sztylet na wysokość piersi Magudy. Zamachnęłam się i…
W ostatniej chwili opanowałam się i zmieniłam kierunek uderzenia. Maguda wykorzystała moją słabość.
- Maguda! Co ty wyprawiasz? Jesteśmy przyjaciółkami pamiętasz?- zaczęłam
- Już nie jesteśmy!
Padłam na ziemię. Oczy zaszły mi łzami. W głowie pulsował tępy ból. Spojrzałam na Magudę w której oczach tliła się nienawiść.
- Giń!- powiedziała
Poczułam ostry ból… Słyszałam szepty i pomruki, a potem to wszystko cichło, aż nastała głucha cisza.
Chii 2/11/2007 14:01:24 [
komentarzy 41]
Komentuj
Nieopanowana złość
To sprawiło, że opuściłam trochę miecz…
Pomimo tego, że wie, że zaraz go zabije nadal mnie kocha… Patrzy mi w oczy i mówi, że zawsze będzie mnie kochał… Jak dla mnie to cos jest niewporzątku! Powinien powiedzieć „Nienawidzę cię!”, albo „Ufałem ci!”, ale na pewno nie powinien mówić „Kocham cię i zawsze będę kochał…”
Łzy powoli napłynęły mi do oczu… Ręce zaczęły drżeć. Krople potu zaczęły się pojawiać na moim czole, a ja stałam wpatrując się w osobę, którą kochałam… Tak… Kochałam.
Ale to stało się nie ważne… Mam wykonać rozkaz i zabić ich.
Spojrzałam jeszcze raz na Shobu, w jego piękne błękitne oczy i nagle… wezbrała we mnie wielka, nieoczekiwana i niczym nieuzasadniona złość. Źrenice oczu Shobu rozszerzyły się widząc moją nieopanowaną złość.
-Nieee…- wrzasnął, ale było za późno. Wykonałam wyrok zlecony przez Pao China. Shobu już nie żył…
Osunął się ciężko na ziemię, plamiąc krwią wszystko wokół siebie. Oczy miał otwarte. Zastygł w nich strach i nagle zdziwienie, wywołane moją złością. Patrzyłam na swoje „dzieło”, bez zmrużenia oka. Nie było mi go żal… Nie wiem co wtedy się ze mną działo.
Patrzyłam na martwego Shobu i z zamyśleń wyrwał mnie dopiero cichy szept Shina:
- On ciebie naprawdę kochał… Zależało mu, a ty go tak po prostu zabiłaś, jak zaraz zabijesz mnie!
- Zgadza się… Tak jak zaraz zabiję ciebie…
To go wyraźnie wystraszyło… Tymi słowami miał nadzieję wzbudzić we mnie litość… Na próżno.
Zginął chwilę później. Nie pozwoliłam mu nic powiedzieć przed śmiercią, bo cóż by mógł mi ciekawego powiedzieć? Nic…
Kolejne osoby do których się zbliżałam okazywały równie wielki lęk, szczerze cieszyło mnie to. Oni się bali, a ja rosłam w siłę… Czułam się silniejsza… Ważniejsza i… bardziej bezlitosna. Bez uczuć… Nieczuła na prośby i wołania.
Koleżanki patrzyły na mnie z podziwem w oczach, co mi pasowało… Chciałam by się mnie bano… Pragnęłam tego. Wszyscy wtedy cię doceniają… I to mi się podobało!
Zabiłam wszystkich zakładników, co do jednego. Gdy skończyłam stanęłam dumnie pośrodku wielkiego koła, utworzonego, przez moje koleżanki.
Gdyby teraz ktoś z poza kręgu zobaczył to wszystko, na pewno bardzo by się wystraszył. Wiele młodych dziewczyn, jeden groźnie wyglądający mężczyzna i jeszcze jedna dziewczyna… Młoda, z ślepym zachwytem w oczach i mieczem w ręku. Z miecza ciurkiem spływała czerwona krew. Wszędzie było jej pełno i także pełno ciał… Ciał chłopaków, niewiele od niej starszych… To było koszmarny widok, ale dla obecnych tam osób wyraźnie było to piękne.
Nagle coś się zmieniło… Zamrugałam i upadłam na kolana. Wystraszyłam się tego co zrobiłam…
Skąd we mnie tyle nienawiści i odwagi by zabić tych wszystkich ludzi? Co oni mi zrobili? Nic…
Ale oprócz wyrzutów sumienia działo się ze mną coś jeszcze… Coś wiele bardziej niepokojącego niż wyrzuty z powodu zabicia tuzina niewinnych…
Chii 23/09/2007 19:42:56 [
komentarzy 317]
Komentuj
Decyzja
Zerwał się silny wiatr. Nie był zimny… A nawet gdyby był i tak bym tego nie odczuła. Nic nie mogło zrobić już na mnie wrażenia. Kiedy tak stałam, a wiatr owiewał mnie poczułam ciepłe krople deszczu na twarzy. Spojrzałam w niebo. Było ledwo co zachmurzone i byłam pewna ze do wieczora deszczyk minie. Do wieczora…
Teraz dopiero zdałam sobie sprawę na poważnie co oznaczało polecenie Pao China… Miałam pozbyć się swoich przyjaciół, raz na zawsze… Miałam się pozbyć miłości swojego życia tylko dla tego, że jakiś facet tego chciał? O nie! Tak nie może być!
Ale… z drugiej strony… co z tego ze się sprzeciwie? Sama jestem zbyt słaba… Sama jestem nikim. Dziewczyny mi nie pomogą… Zbytnio się boją. A jak ja sama stawie mu czoła? Przegram i zostanę zabita, a znając Pao China wymyśli dla mnie coś strasznego. Na pewno to zrobi, a co wtedy?
Muszę zabić ich… Co to za przyjaciele, którzy… No właśnie! Co oni mi zrobili? Prawdę mówiąc nic…
Ale chcieli mnie zostawić na wyspie i wysadzić z całą resztą dziewczyn… Chcieli. To nie ulega wątpliwości. Ale czekali na moją decyzję… Bez mojej zgody by tego nie zrobili!
Nogi same niosły mnie przed siebie. W końcu z zaskoczeniem stwierdziłam, ze znajduje się w budynku w którym sypiam. Wszystkie dziewczyny zwróciły na mnie wzrok, gdy tylko weszłam.
-Chii!- usłyszałam znajomy glos
-Maguda…- powiedziałam kładąc się na łóżku
-Wszystko już wiemy. Zabijesz ich. To ty dostąpisz tego zaszczytu!
Zaszczytu? Co tu jest zgrane? Czemu Maguda uważa ze zabijanie sprawi mi radość?
-O co ci chodzi?
-To ty zabijesz tych którzy chcieli nas pozabijac!
-Przecież ja nigdy nikogo nie zabiłam! Jak mam to zrobi?
-Wierze w ciebie!
-Ale ja nie chce ich zabijać!
Oczy wszystkich wybałuszyły się patrząc na mnie
-Jak to nie chcesz?
-Normalnie i po ludzku! Co was opętało? Żeby myśleć takie cos?- wrzasnęłam i nie czekając na odpowiedź wybiegłam z pomieszczenia.
Po prostu nie mogłam tego słuchać! Moja największa przyjaciółka chciała bym dokonała mordu na jej oczach! To się nie mieści głowie…
A jeśli one mają racje? Jeśli takie jest moje przeznaczenia? Najwyraźniej tak właśnie jest.
Siedziałam na wilgotnej od wody ziemi i myślałam o tym wszystkim. Po upływie kilku godzin wzięłam się w garść i podniosłam się na nogi. W tym samym momencie ktoś położył mi rękę na ramieniu. To była Maguda.
-Już czas…- powiedziała i popchnęła mnie w stronę miejsca gdzie miałam zabić swoich przyjaciół…
Wszyscy już tam czekali. Widać Maguda została wysłana, by mnie tu sprowadzić…
Ludzie utworzyli koło wokół ofiar- Shobu i Shina i jeszcze kilku chłopców w tym samym wieku co oni. Stanęłam przed nimi. Drobna dziewczynka podała mi miecz.
Zdziwiłam się… Miecz? Myślałam że dostanę sztylet, szable, jakiś długi nóż, ale miecz? Tego się nie spodziewałam. Ale to niemiało w tej chwili takiego znaczenia czego użyję.
Podniosłam miecz nad głowę Shobu. On patrzył mi prosto w oczy. Nie bał się… To było widać, ale coś mi się nie podobało w jego minie. Uśmiechał się!!! Patrzył śmierci w oczy i śmiał się jej w twarz! To niesłychane! Zaimponował mnie tym. To co miałam zrobić miało odbyć się szybko.
Podniosłam miecz wysoko nad jego głowę gotowa go opuścić w każdej chwili z wielko siłą. Wystarczającą, by rozkroić go na pół.
I wtedy stało się coś co wytrąciło mnie z równowagi. Shobu przemówił, a łzy zaiskrzyły się w jego wielkich, pięknych, błękitnych oczach…
-Kocham cię… I zawsze będę kochał…
Chii 16/09/2007 15:20:28 [
komentarzy 303]
Komentuj
Śmierć Shobu i Shina
To co zobaczyłam chwilę później niezmiernie zdziwiło, ale i szalenie ucieszyło… Nigdy bym nie pomyślała, ze ucieszy mnie widok Pao China! A jednak to on i dobrze znane mi dziewczyny…
Ostatni obraz jaki mi w głowie pozostał to dziewczyny z maczetami w rękach wynurzające się z wody i lecące w powietrzu na paralotniach. Tego wszystkiego pilnował Pao Chin lecący najwyżej na swojej paralotni, nad dziewczynami, by mógł widzieć wszystko co się wtedy działo. Nie wiem co wydarzyło się później, gdyż oberwałam od Shina porządnie w głowę i zemdlałam…
Obudziłam się na swoim łóżku w znanym mi budynku w wschodniej części znienawidzonej przeze mnie wyspy…
I znowu tu jestem!- pomyślałam i głośno zaklęłam
Nie byłam sama w budynku, jak mi się wydawało. Gdy tylko z moich ust wyrwało się przekleństwo usłyszałam znajomy głos:
- Hey! Wreszcie się obudziłaś! Strasznie się o ciebie martwiłam. Leżałaś tak jakbyś była… martwa. Ale wszystko jest już ok!- to był głos Magudy! Mojej przyjaciółki! A więc wszystko jest z nią wporzątku! Jest cała i zdrowa!
- Co się właściwie stało?- zapytałam
- Walczyłyśmy wszystkie przeciwko tej drugiej organizacji. Wygrałyśmy i kiedy wszystkie łodzie szły na dno, to ja z kilkoma innymi dziewczynami zabrałyśmy cię z jednej z nich. Trener w ogóle się temu nie sprzeciwił, wręcz przeciwnie, powiedział, że możesz mieć jakieś ważne informacje na temat tamtych.
- A co z tamtymi ludźmi?
- Ci którzy stawiali opór już dawno są trupami, a ci którzy poddali się bez walki są zakładnikami. Ale to niewiele zmienia. I tak Pao Chin każe ich zatłuc. Chyba jutro, albo pojutrze… Musi wyciągnąć z nich jakiekolwiek informacje.
Po tych słowach zrobiło mi się niedobrze… Mój chłopak- Shobu i jego przyjaciel Shin ma zgiąć z resztą niewinnych ludzi… Nie dopuszczę do tego!- pomyślałam i zerwałam się pośpiesznie z łóżka. Ten nagły ruch wystraszył Magude.
- Co ty wyprawiasz?- zapytała z lękiem w oczach
- Nie pozwolę na to!- wykrzyczałam, a potem zapytałam pośpiesznie- Gdzie trzymają zakładników?
- Na drugim końcu wyspy… ale czekaj!- krzyknęła za mną Magude, ale było już za późno… ja byłam już w drodze do celu. Biegłam przez wyspę jakiś czas. Nie wiem ile… złość i stach kotłowały się we mnie, a ja nie wiedziałam które z nich wybrać…
W końcu dotarłam na miejsce, zlana potem wbiegłam do budynku strzeżonego przez dwóch strażników… Nie zatrzymali mnie… widać Pao Chin ich uprzedził, że to zrobię i widocznie chciał bym to zrobiła bez wątpienia w nadziei, że wyciągnę z nich jakieś informacje.
Shobu siedział w kącie pomieszczenia skrępowany linami, a naprzeciw niego siedział Shin. Podbiegłam do obu, a oni spojrzeli na mnie zadziwieni.
- Co ty tutaj robisz?- spytał Shobu absolutnie zadziwiony
- Nie ważne… Jak się czujecie? Nic wam nie jest? Posłuchajcie nie pozwolę by was zabili.
- Nic nam nie jest- powiedział Shin- A z tobą?
- Gdyby nie ten wielki guz z tyłu głowy, który mi zrobiłeś to było by ok…
Shin zmieszany zaczął się tłumaczyć:
- To dlatego, że nie wiedziałem co się dzieje. Zbiłaś mi mój licznik… ale nie wiem po co? On tylko pokazywał ile zostało czasu do wybuchu… On niczym nie sterował! Tamte dziewczyny musiały unieszkodliwić bombę na wyspie! A to chyba i tak wszystko przez ciebie! Znaleźliśmy cię w tym tunelu gdzie ukryliśmy bombę… Na pewno dziewczyny zaczęły Cię szukać i znalazły zamiast ciebie bombę… Hmn… Wszystko stracone!
- Skończyłeś? Musicie z tąd uciec i to jeszcze dzisiaj!- zapytałam złośliwie
-Tak, ale chodzi o to…- nie dokończył, gdyż w tym właśnie momencie ujrzał kto stoi za mną… Był to Pao Chin… Położył mi rękę na ramieniu i powiedział:
- Chodź ze mną Chii…
Nie miałam wyboru… Musiałam iść z nim. Gdy tylko znaleźliśmy się sam na sam zaczął mnie pytać o chłopaków i o ich tajną organizację.
- Nie powiem Panu nic! Nie będę posyłała swoich przyjaciół na śmierć!- wrzasnęłam do niego
- Ach tak? Będziesz ich posyłać na śmierć… Bo to ty dzisiaj wieczorem ich zabijesz… Przy wszystkich… Dzisiaj o 20… Nie ma dyskusji! Jeśli tego nie zrobisz to sama zostaniesz zabita!- i opuścił mnie… A ja zostałam… Stałam tak bardzo długo zastanawiając się wciąż co ja narobiłam…
Chii 5/09/2007 22:07:54 [
komentarzy 236]
Komentuj
Wybuch wyspy
Leżałam nieruchomo, nie mogąc się ruszyć… Strach mnie sparaliżował! W końcu, po upływie około pięciu minut wyksztusiłam:
- Nie możecie… Nie, nie… Wy tego nie zrobicie, prawda?
Obaj chłopacy zdziwili się lekko.
- Jak to? Nie chcesz się z tąd uwolnić? Podoba ci się tu? A może szkoda ci Pao China?- powiedział Schobu patrząc na mnie z ukosa…
- Na tej strasznej wyspie jest moja przyjaciółka i koleżanki, które niczemu nie zawiniły!- wrzasnęłam
- Może i tak… może według ciebie nie zawiniły, ale teraz mogą stać się niebezpieczne! Wystarczy, że po Pao Chinie ktoś inny je przejmie! Rozumiesz? Twoje przyjaciółki są groźne!
- Skoro one są groźne, to ja też!- Łzy zaczęły mi napływać do oczu… A to rzadkość, ja zazwyczaj nie płacze…
- Chii…- wtrącił się Shin- Uwierz mi… jeżeli będziesz się buntować, nie z naszej woli skończysz jak twoje przyjaciółki… Rozumiesz? To nieuniknione… Albo wysadzimy wyspę i ciebie też, albo zostaniesz tu żywa, a my i tak wysadzimy wyspę.
- Mówiąc „my” kogo masz na myśli?- spytałam buntowniczo
- Naszą organizację walczącą z Pao Chinem!- Odpowiedział za Shina Schobu.
- No to jest normalnie the best!- zawołałam i nachmurzyłam się patrząc gniewnie na swoich towarzyszy.
Siedzieliśmy jeszcze tak długo… Bez ruchu… Bez słów… Wszyscy nie wiedzieliśmy co powiedzieć… W końcu odezwał się Shobu:
- Chcesz wracać na górę, czy zostać tu na dole z nami i przeżyć?
Milczałam myśląc o Magudzie… I tak zginę!- pomyślałam smętnie- To może tu zostanę… A może lepiej wrócić na górę?
- Zostaje tu…
- Dobra decyzja- wtrącił Shin uśmiechając się do mnie tajemniczo
Już miałam powiedzieć „Czemu tak uważasz?”, ale nie zrobiłam tego, bo w tej samej chwili do pokoju wbiegł jakiś chłopak z burzą jasnych włosów…
- Shobu! Shin! Macie w tej chwili stawić się przy głównym holu! To są rozkazy. Chodźcie, szybko! Czuje, że to coś poważnego!- powiedział do swoich kolegów
- Już idziemy, Len…- odpowiedział Shin
I wyszli… zostawili mnie znowu samą! W tej paskudnej sali!- pomyślałam
Leżałam tak nudząc się około dwadzieścia minut, gdy usłyszałam kroki na korytarzu i otwierane drzwi.
- Chii… Wyspa zostanie wysadzona jeszcze tego dnia… Przyszedłem cię o tym poinformować i poprosić byś poszła ze mną…- powiedział Shin, który wszedł właśnie do pokoju w którym się znajdowałam.
- Ok! Ale gdzie idziemy?- spytałam
- Przecież tą wyspę wysadzimy! Musze cię z tąd zabrać! Pośpiesz się!- rzucił zniecierpliwiony
Po upływie około dwudziestu minut siedziałam na wodzie w łodzi z Shinem daleko od wyspy, ale tak by było ją dobrze widać z tej odległości.
- Wyspa wybuchnie za chwilę…- poinformował mnie patrząc na dziwny zegarek na ręku- Za… 10… 9… 8… 7…- spojrzałam ostatni raz na wyspę i pomyślałam o Magudzie…
Łza leciała mi po policzku, a ja nawet nie próbowałam jej zatrzymać…
- 4… 3… 2…- nie mogłam tego słuchać i nie mogłam pozwolić by zabili Magudę!
Odwróciłam się do Shina i tak po prostu wzięłam i rozbiłam jego zegarek o łódź… Zegarek rozleciał się na drobne części… Ale mimo tego usłyszałam potężne BUM! Nie chciałam patrzyć w stronę wyspy… Łzy intensywnie zaczęły napływać mi do oczu…
Nie ma Magudy… Nie ma Magudy- powtarzałam sobie łkając.
I wtedy stało się coś niespodziewanego i przez nikogo nieoczekiwanego…
Chii 31/08/2007 12:07:49 [
komentarzy 66]
Komentuj
Zginą wszystkie
Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku w białej pościeli w jakimś nieznanym mi pokoju. Nade mną pochylał się chłopak o piwnych oczach i krótko ściętych czarnych włosach. To z pewnością nie był Shobu, jak ja mogłam go z nim pomylić?! On nawet nie przypomina mojego chłopaka!
Dotknęłam ręką swojego czoła. Nieznany młodzieniec spojrzał na mnie, gdy tylko się poruszyłam. Utkwiły we mnie wzrok i powiedział:
- Wreszcie się obudziłaś. Spałaś jakieś dwa dni. Shobu siedział tu przy tobie cały czas, ale dłużej nie mógł. Poprosił mnie bym go poinformował jak się obudzisz. Pójdę po niego.
- Poczekaj! Jak się nazywasz?- spytałam nieśmiało
Chłopaka zadziwiło to pytanie, jakby nawet w najśmielszych snach nie marzył, że zapytam go o jego imię. Uśmiechnął się promiennie i powiedział zmieszany:
- Shin- i odwrócił się do mnie plecami, by pójść po Shobu.
Leżałam w łóżku niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. W głowie huczało mi tylko jedno zdanie: „Shobu tu jest i zaraz tu przyjedzie!” Po jakichś pięciu minutach w drzwiach pomieszczenia stanął Shin i Shobu. Oboje szybkim krokiem podeszli do mojego łóżka.
- Wszystko ok? Jak się czujesz?- spytał Shobu chwytając mnie za rękę.
Romantyczniej by było, gdyby powiedział „Jak się czujesz, kochanie?” Ale to mu odpuściłam, biorąc pod uwagę, że jest przestraszony i zaniepokojony tym czy wszystko jest ze mną ok.
- Czuje się już dosyć dobrze. Tylko głowa mnie boli od upadku, ale nic po za ty.
- To dobrze.
- Gdzie jesteśmy?- spytałam, a Shopu i Shin wymienili spojrzenia.
- No więc… ja nie wiem czy powinienem ci mówić…
- Powiedz jej… - powiedział Shin i spojrzał na niego znacząco.
- No więc, ten, no… Jesteśmy na wyspie… prawda?- zaczął kręcić Schobu.
- No taa… Jesteśmy, a co?- powiedziałam patrząc na niego z ukosa
- Ja i Shin jesteśmy z jakiej jednej tajnej organizacji, która ma za zadanie zniszczyć wszystkie wojowniczki Pao China. I to już niedługo. On nie wie, że my jesteśmy pod ziemią i niedługo wysadzimy w powietrze tą wyspę. Zginą wszystkie dziewczyny na tej wyspie i mamy nadzieję, że samego Pao China też zabijemy. Tylko ty, skoro jesteś z nami nie zginiesz.
Po tych słowach zrobiło mi się zimno… „Zginą wszystkie dziewczyny na tej wyspie” to znaczy, że Maguda także…
Chii 26/08/2007 17:02:51 [
komentarzy 52]
Komentuj
Wylot tunelu
Otworzyłam drżące powieki. Ból głowy był niemiłosierny. Podniosłam rękę i dotknęłam miejsca, które mnie tak bolało. Wyczułam wielkiego guza.
To nic, do wesela się zagoi!- Pomyślałam i podniosłam się z ziemi. Dopiero teraz rozejrzałam się wokół siebie. Było wilgotno i mokro. Na sklepieniu wisiało kilka nietoperzy. Było bardzo ciemno. Jedyne miejsce, przez które wpadało światło była to dziura przez którą wpadłam tu. To była z pewnością jaskinia. Wydostać się z niej nie mogłam, ponieważ otwór był za wysoko. Postanowiłam pójść w głąb jaskini. Ale gdy tylko postawiłam pierwszy krok syknęłam z bólu. Spojrzałam na swoją kostkę u nogi.
Chyba ją sobie skręciłam!- Pomyślałam ze zgrozą… Ale i tak postanowiłam iść dalej. Moja podróż w głąb jaskini wyglądała żałośnie. Skakałam na jednej nodze, podpierając się ścian tunelu.
Po jakiejś godzinie wędrówki zaczęło się przejaśniać… Jakby znalazł się tutaj jakiś inny wylot tego długiego tunelu.
Muszę się z tąd wydostać, a jeśli jest inne wyjście, znajdę je!- z tą świetlistą myślą szłam dalej. Robiło mi się coraz zimniej. W jaskini było bardzo zimno, a ja nie miałam niczego więcej na sobie niż t-shirt’a i krótkich spodenek. Palce u nóg zaczęły mi drętwieć… Opadałam powoli z sił.
- Jeszcze tylko troszeczkę…- mówiłam sobie, próbując się podtrzymać na duchu.
Kiedy byłam już zupełnie wyczerpana, potknęłam się o wystający kawałek skały i runęłam na ziemię jak długa. Wzięłam głęboki oddech i próbowałam się podnieść. Nic z tego.
Leżałam tak długi czas marznąc coraz bardziej. Zamknęłam oczy… już wiedziałam, że to koniec mojego krótkiego życia… odpływałam w Krainę Cienia…
Jedyne co pamiętam to, że podnosiły mnie jakieś ręce. Z pewnością ręce mężczyzn. To pewnie strażnicy!
Zabiją mnie zaraz za to ze próbowałam się uwolnić z tej przeklętej wyspy!- pomyślałam i… straciłam przytomność.
Było mi już ciepło. Pewnie już nie żyłam…
A więc tak to jest, jak jest się martwym!- pomyślałam i w tym samym momencie poczułam czyjeś gorące ręce na policzku. Popatrzyłam na właściciela rąk. To nie możliwe…
- Shobu?- zapytała i chwilę później ponownie straciłam świadomość…
Chii 27/07/2007 21:17:44 [
komentarzy 54]
Komentuj
Śliski kamień
Leżałam na moim piętrowym łóżku słuchając odgłosu cichnącej powoli burzy. Do zbiórki była jeszcze ponad godzina. Jedyna nie spałam, pogrążona w niemiłych myślach. Rozmyślałam o tym wszystkim co zostawiłam w domu… rodzinę, ogród, Shobu… To wszystko zostało w przeszłości, a ja nie wiem czy uda mi się zobaczyć kogokolwiek, lub cokolwiek z wymienionych rzeczy. Na tej wyspie z pewnością czeka mnie śmierć, bo nie mam silnej woli walki, ani stalowych nerwów… Muszę z tąd uciec…- pomyślałam i westchnęłam. Pozwoliłam sobie jeszcze na pół godziny takich niemiłych myśli i zaczęłam się ubierać. Moje ubranie codzienne składało się z beżowych krótkich spodenek, czarnego t-shirt’a z dużym dekoltem i czarnych sportowych butów. Nic specjalnego… Mam tylko nadzieję, że dostaniemy nowe niedługo, bo te nudne są… O czym ja myślę?! O ciuchach? Powinnam myśleć jak się z tąd wydostać… a ja o ciuchach…
Spojrzałam za okno. Burza ustała i świeciło słońce. Dziewczyny zaczynały się powoli budzić. Maguda przeciągnęła się i usiadła na łóżku całkowicie rozbudzona. Chwilę później usłyszałam gwizdek i wszystkie w pośpiechu wybiegły przed budynek. Już chciałam pobiec za nimi, gdy zobaczyłam, że Sharlin, którą poznałam wczoraj ciągle śpi… Zawahałam się przez chwilę, ale sekundę później szturchnęłam ją w bok, by się obudziła, a potem szybko wybiegłam. Sharlin kilka sekund po mnie stanęła w szeregu. Trener spojrzał po nas i powiedział:
- Dziś zwiększamy wysiłek. Obiegamy wyspę cztery razy na rozgrzewkę a potem nauczycie się składać broń i strzelać do celu. Zrozumiałe?
- Tak jest! – odpowiedziałyśmy chórem.
Chwilę później biegłyśmy truchtem na około wyspy. Wszystko było jak normalnie, poza jedną rzeczą. Gdy wykonywałyśmy trzecie okrążenie poślizgnęłam się na mokrym od deszczu kamieniu i wpadłam głową w dół do jakiejś jaskini. Uderzyłam się o kamień i zemdlałam. Jedyne co pamiętam po uderzeniu to głuchy ból i narastające ciemności…
Chii 23/07/2007 12:19:37 [
komentarzy 58]
Komentuj
Będziemy zabójczyniami
Wszystkie stały i słuchały z uwagą:
- Powinnyśmy ruszyć dzisiaj, jak tylko wyłączą wszystkie światła. Jest tylko jeden strażnik na wieży i tylko jeden na nabrzeżu. Jeśli uda nam się dotrzeć do zatoki zanim nas zobaczą uciekniemy łodzią. Będziemy musiały wiosłować, ale to nasza jedyna szansa!
- Widziałam te łódź! Wszystkie się tam nie zmieścimy… - odezwała się dziewczyna z warkoczem i dużymi ustami.
- Chyba nie wszyscy mają odwagę z tond uciec!
Teraz odezwała się przyjaciółka Sashy:
- W porządku. Wszyscy, którzy chcą uciec, niech podniosą ręce!
Sasha, jej przyjaciółka i jeszcze trzy inne osoby podniosły rękę. Przez chwilę się wahałam… Podnieść rękę, czy nie? W końcu podniosłam rękę, ale Maguda, która stała obok mnie szybko ściągnęła ją na dół.
- Co robisz? Ja chcę z nimi iść!- szepnęłam
Maguda spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała:
- Nie uda nam się! Zrozum to…
I nie poszłam… posłuchałam się przyjaciółki. Reszta dziewczyna, cała piątka ruszyła, gdy tylko zgasły wszystkie światła poza budynkiem. Wymknęły się szybko z budynku i pobiegły w stronę zatoki. Żal mi było, że z nimi nie idę. A jeśli im się uda? To może dziewczyny zorganizują kolejną ucieczkę? Tak! Na pewno, a wtedy pójdę z nimi i zabiorę moją przyjaciółkę Magudę!
Rano na treningu wszystko wyglądało na to, że dziewczyną się udało. Trener kazał nam przeciągnąć łódkę z nim po piachu dokoła wyspy. Zachowywał się tak jakby nie zauważył nieobecności pięciu osób! Może robił to specjalnie? Może Sasha i reszta już są schwytane? Nie! To nie możliwe, przecież im się udało! Na pewno nie zauważył… No ale… Wczoraj zauważył nieobecność jednej osoby, a dzisiaj pięciu nie zauważył? Coś tu jest nie tak! A może wszystko jest w porządku? Sama nie wiem!
W południe, gdy po raz trzeci obiegałyśmy wyspę dookoła Maguda zauważyła jak strażnicy wyciągają z wody martwe ciała pięciu dziewczyn… W tym i Sashy! Ich ciała miały rany. Na pewno to dziury po strzelaniu do nich z karabinu! Maguda wrzasnęła:
- Spójrzcie! To one!- wszystkie się zatrzymałyśmy by zobaczyć to ponure widowisko… Zaraz nadbiegł trener krzycząc:
- Nie zatrzymywać się! Ruszać tyłki! Na przód! No już, jazda!
Potem musiałyśmy przeczołgiwać się pod drutami, a trener jak co dzień nas nieustannie poganiał. Biłyśmy się w wodzie i na lądzie. Ćwiczyłyśmy cały dzień!
W noc nie mogłam spać mając przed oczami moje nieżywe koleżanki…
- Co ci jest?- zapytała Maguda z troską
Ja na odpowiedź rozpłakałam się. Wtedy Maguda zrobiła coś co zrobiła by każda przyjaciółka. Podeszła i przytuliła mnie.
- Już, uspokój się.- gładziła mnie po włosach i prosiła bym się uspokoiła… Podziałało. Zasnęłam rozmyślając czy jutro podzielę los przyjaciółki Jumi, albo tych pięciu dziewczyn? Teraz w każdej chwili mogę umrzeć… Tu nie można czuć się bezpiecznym. A może tego od nas oczekują? – podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na Magudę…
- Wiem…
- Co wiesz?- spytała zaspanym głosem
- Wiem czego oni od nas chcą! Chcą byśmy się czuły bezpiecznie podczas tego gdy będziemy zabijać! Naszym celem jest zabijanie! Jak dorośniemy będziemy profesjonalnymi zabójczyniami!- zapadła cisza…
Chii 8/07/2007 16:18:57 [
komentarzy 60]
Komentuj
Plan ucieczki
Otworzyłam oczy. Maguda szturchała mnie w bok.
- Przestań.- powiedziałam nieuprzejmie. Ona tylko na to zrobiła przestraszoną minę i odwróciła się do mnie plecami, tak by nikt nie widział że zemną rozmawiała. Wytrzeszczyłam oczy i zeszłam z łóżka.
- O co chodzi?- szepnęłam jej do ucha
- Ja niemiałam prawa cię budzić! Tutaj wszyscy muszą obudzić się o wyznaczonej porze. Musisz się zdać na instynkt! A ja nie chciałam byś się spóźniła i oberwała! Jak ktoś zobaczył że cię budziłam… To oberwiemy obie i to porządnie!
- Przepraszam- powiedziałam rozglądając się czy nikt nie patrzy w naszą stronę. Uznałam, że nikt i poszłam się ubierać.
Pięć minut później stałam już z innymi dziewczynami przed budynkiem. Tam czekał już na nas trener. Jednym spojrzeniem omiótł nas wszystkie i powiedział:
- Brakuje jeszcze jednej…- i wszedł do budynku. Usłyszałyśmy wrzask, a potem Pao Chin wywlókł jakąś dziewczynę za rękę. Była drobnej budowy i miała krótko obcięte włosy. Wyglądała żałośnie. Od razu zrobiło mi się jej żal… Przecież ona dostanie baty! A jest taka drobniutka… Na naszych oczach trener wykonywał kare… To było straszne przeżycie! Dziewczyna płacząca z krwią na plecach i do tego ten mrożący krew w żyłach krzyk. Ta dziewczyna nazywała się Jumi, poinformowała mnie o tym Maguda. Przykro było patrzeć jak Jumi wrzeszczy z bólu, ale jeszcze bardziej przykre było to co zdarzyło się później. Przyjaciółka Jumi niewytrzymała i wystąpiła o krok do przodu mówiąc:
- Proszę ją zostawić!- był to błąd… Największy i ostatni błąd w jej życiu. Nie muszę chyba pisać co się z nią stało… Została tak po prostu zastrzelona… Gdy tylko to się stało trener dał spokój Jumi i stanął jedną nogą na nieżywej przyjaciółce Jumi.
- To się stanie z każdą z was jeśli będziecie się sprzeciwiały!- powiedział z satysfakcją. Przeraziłyśmy się nie na żarty! To co mówił Pao Chin to była prawda! On wcale nas nie straszył mówiąc że za nieposłuszeństwo zabije…
Trening był męczący. Po zastanowieniu wcale nie byłam taka pewna czy śmierć przyjaciółki Jumi niebyła dla niej zbawieniem i wybawieniem. Trening na tej wyspie to coś strasznego! Na początku, na rozgrzewkę trener kazał nam obiec wyspę dokoła. Dla niego nie było słowa: „Jestem zmęczona”, albo „Ja już nie mogę!” Kilka osób tak zrobiło. Powiedziały Pao Chinowi że nie mogą dalej biec. Dostały porządną karę… Potem do wieczora ćwiczyłyśmy sztuki walki. Okazało się że na tą wyspę zostały sprowadzone osoby które znakomicie walczyły. Każda z nas była najlepsza w swoim mieście w sztukach walki. A więc coś nas wszystkie łączyło… Teraz jak tak se pomyśle mój kochany Shobu razem ze mną był najlepszy w mieście. Przecież razem poznaliśmy się na treningach u mistrza Hao. No, tak… Ale tutaj są tylko dziewczyny, chłopców nie przyjmują!
Wieczorem, po zjedzeniu małej miseczki ryżu położyłyśmy się spać. Gdy wszystkie światła pogasły jedna z dziewczyn- Sasha powiedziała szeptem:
- Chodźcie tu szybko!
Wszystkie dziewczyny podeszły do jej łóżka bezszelestnie
- Mam plan ucieczki! Przecież nie chcemy skończyć jak ta biedna przyjaciółka Jumi! A jestem pewna że jak nie uciekniemy to tak właśnie skończymy! A więc posłuchajcie…
Chii 2/07/2007 21:06:40 [
komentarzy 52]
Komentuj
Trzydzieści dziewczyn
Ocknęłam się długo później na ziemi w piwnicy. Było przeraźliwie zimno. Skuliłam się w koncie i zaczęłam płakać, przypomniałam sobie porwanie i to że już nigdy mogę nie zobaczyć mojego kochanego Shobu… Otarłam szybko łzy, ale to niewiele pomogło.
Po kilku godzinach, gdy byłam już zupełnie zziębnięta i głodna do drzwi piwnicy ktoś podszedł. Otworzył je i wszedł do środka.
- Jestem Pao Chin, a i teraz twój trener. Znajdujesz się na wyspie z której niema ucieczki. Jesteś jedną z trzydziestu dziewczyn na tej wyspie. Staniecie się znakomitymi wojowniczkami. Za jakiekolwiek próby ucieczki, lub sprzeciwu zostaniecie zabite. Teraz udasz się ze mną do innych dziewczyn w wschodniej części wyspy. Czy wszystko zrozumiałe Panno Chii?
Byłam tak przestraszona, że nawet nie śmiałam zapytać choćby jednego pytania, więc po chwili milczenia odpowiedziałam:
- Tak.
Pao Chin zaprowadził mnie do małego budynku, biorąc pod uwagę, że tam ma się zmieścić trzydzieści osób. Weszłam do środa i ujrzałam rząd piętrowych łóżek, a na każdym jedną dziewczynę. Gdy tylko wszedł za mną Pao Chin wszystkie dziewczyny zeskoczyły z łóżek i stanęły przed nimi w równiuteńkim szeregu.
- To jest wasza nowa koleżanka. Wszystko zrozumiałe?
- Tak Panie! – odpowiedziały chórem dziewczyny. A Pao Chin wyszedł z budynku. Jak tylko to zrobił dziewczyny stłoczyły się obok mnie. Jedna z nich, wysoka i ruda powiedziała:
- Jesteśmy wszystkie tu od kilku dni. Jest nas już trzydzieści, więc już nikt więcej nie dojdzie. To jest twoje łóżko- wskazała na dolne łóżko po prawej stronie- Tu gdzie się znajdujemy obowiązują ścisłe zasady, kto się nie dostosuje traci życie. Więc radze się dostosować! To są twoje ciuchy, wszystkie mamy takie same. – wskazała na ubrania leżące na moim łóżku. – Przebierz się, bo te co masz to już są tylko szmaty.
Przebrałam się i położyłam na łóżku. Co teraz ze mną będzie?- pomyślałam. W tej chwili podeszła do mnie jakaś dziewczyna z blond włosami i powiedziała:
- Cześć! Jestem Maguda. A jak ty się nazywasz?
- Hej! Jestem Chii.
- Chii… Ładne imię, ale radze ci iść już spać. Treningi zaczynają się o 6.00, a kończą o 21.00. Naprawdę, ty jesteś jeszcze do tego nie przyzwyczajona, a za spóźnienia dostajesz baty! Ja już idę spać. Dobranoc!
- Dobranoc- powiedziałam i położyłam głowę na poduszce. Zasnęłam, zanurzając się w niezbyt przyjemnych snach. Te sny były niczym w porównaniu z tym co działo się rano…
Chii 30/06/2007 18:49:30 [
komentarzy 50]
Komentuj
Porwanie
Siedziałam na łóżku myśląc po co ja się w ogóle na to zgodziłam! Może dobrze zrobiłam zgadzając się... A jeśli po tym spotkaniu on jeszcze bardziej mnie polubi? A jeśli nie? Co wtedy? Zadręczałam się tymi pytaniami jeszcze przez około piętnaście minut. Potem zmęczona tymi niemiłymi myślami usiadłam na oknie i słuchałam świergotu ptaków. Spóźnia się- pomyślałam i kolejna niezbyt miła myśl przemknęła mi przez głowę: A jeśli on mnie oszukał? Powiedział że się ze mną spotka i to "olał." Na pewno wolał pójść z Sue na spacer, albo na piknik...
W tym momencie usłyszałam głos… Głos wspaniałego człowieka, głos na który czekałam od ponad pół godziny…
- Chii! Jesteś tam? – zawołał Shobu z podwórka. Wyjrzałam przez okno i wreszcie go zobaczyłam. Wysoki, blond włosy chłopak. Miał piękne błękitne oczy, które w tym monecie błyszczały prawdziwie młodzieńczym entuzjazmem.
- Tak! Już schodzę! – odkrzyknęłam i zbiegłam na dół, na podwórko do Shobu.
- Gdzie teraz księżniczko? – zapytał, a ja zachichotałam. Wolnym krokiem poszliśmy do naszego ulubionego miejsca, pod akacją. Znajdowała tam się ławeczka, a obok płynął cichutko strumyczek nazwany przez nas „Łzą Szczęścia.” Usiedliśmy na ławce, a on delikatnie objął mnie ramieniem.
- Teraz dużo się zmieni… - powiedział i pocałował mnie w policzek. Moje policzki nabrały koloru.
- Co masz na myśli?- zapytałam, ale on zamiast mi odpowiedzieć pocałował mnie w usta. To było cudowne przeżycie całować kogoś kogo się kocha i pożąda… On umiał wspaniale całować… tak wspaniale, że taż zapomniałam o moim pytaniu.
Dwie godziny później gdy wracałam do domu cały czas myślałam o tym pocałunku. Weszłam do domu i położyłam się na łóżku. Długo nie mogłam zasnąć, rozmyślają.
Ze snu zostałam wyrwana nad rankiem, gdy zimne ręce zasłoniły mi usta i związały. Próbowałam krzyczeć, ale na marne… Nic nie wskóram, próbując wrzeszczeć… Postanowiłam ugryźć rękę, która zasłaniała mi usta. Gdy tylko to zrobiłam i zaczerpnęłam powietrza by krzyknąć, dostałam czymś ciężkim w głowę i zemdlałam…
Chii 28/06/2007 20:16:57 [
komentarzy 58]
Komentuj
|
www.blog4u.pl |